Club sandwich – hot or not?

Do tego miejsca podejścia miałam dwa. Pierwsze w kilka dni po otwarciu, drugie w końcówce pierwszego tygodnia sierpnia. Jestem głodna nowych wrażeń związanych z otwierającymi się miejscówkami w Bydgoszczy. Niestety, od tych miejsc wymagam bardzo dużo. A szczególnie kiedy ktoś otwiera lokal, do którego mogę skoczyć na śniadanie (a tych miejsc w Bydgoszczy jest naprawdę mało). 

Pierwszym minusem jest fakt, że o otwarciu tego miejsca (choć szyld widziałam wczesniej) dowiedziałam się… w dniu otwarcia. A rzadko kiedy takie wydarzenia uchodzą mojej uwadze.

Agata

Agata

Naciśnij przycisk edycji żeby zmienić ten tekst.

Pierwsze wrażenie

Przez branżę, w której pracuję (marketing restauracyjny) pierwsza styczność z marką to dla mnie logotyp czy cała spójność komunikacji. I muszę przyznać, że identyfikacja wizualna jest bardzo fajna, choć jeszcze nie do końca czuję klimat neonów w kanapkarni :). Ale być może mnie zaskoczą w późniejszym czasie. Wspomniany jednak wcześniej minus o małym szumie wywołanym przed otwarciem – no naprawdę jest bardzo znaczący. 

Co to za miejsce?

Club Sandwich to miejsce, w którym stworzymy swoją kanapkę czy sałatkę, a także zjemy domowe ciasto. Na plus jest fakt, że choć jeszcze nie podpięli się do pyszne.pl (na dzień pisania recenzji czyli 7.08) to przez stronę można zamówić kanapkę z dowozem! Serio! To akurat w Bydgoszczy bardzo fajne rozwiązanie na śniadanie. Wracając jednak do tego, co zjemy w tym miejscu – zdecydowanie na ten moment stawiają na kanapki, ale do wyboru jest kilka rodzajów pieczywa (bagietka pszenna, bagietka ziarnista, bajgiel i standardowy sandwich). Do tego dobieramy dodatki w wersji podstawowej i jeśli nam za mało, to dobieramy więcej. Trochę jak w Subway’u, ale nie do końca. 

Kiedy wchodzimy do Club Sandwich widzimy przyjemne wnętrze. O ile za pierwszym razem lodówka z dodatkami wyglądała na pustą, a stojące na ladzie pieczywo na… bardzo skromne, to podczas ponownej wizyty zorganizowano to już dużo lepiej. Lodówka wyglądała na faktycznie pełną, można było zobaczyć wszystkie dodatki i możliwości połączeń smaków. Niestety, gdyby nie prawdziwa chęć spróbowania bajgla – po prostu bym stamtąd wyszła. Nie dlatego, że było źle, brudno czy nieprzyjemnie – po prostu było ubogo. Widząc leżące obok siebie szynki, wędliny i inne, w taki sposób wiecie, jak u cioci Zosi na talerzu podczas wymuszonej kolacji z rodziną – ma się takie uczucie wątpliwości. Czy zachowano zasady  przechowywania, czy to na pewno jest świeże? Mówi się, że jemy oczami i choć domyślam się, że te składniki są świeże – zupełnie tak nie wyglądają. Podczas pierwszej wizyty – nie uznałabym tego za wadę – kilka dni po otwarciu, pierwsze przetarcia itp. ale po 3 tygodniach działania – powinno być już wszystko od linijki. Bo to wtedy goście wyrabiają sobie opinie – no mnie nie przekonało. 

Co z tymi kanapkami?

Pogadajmy jednak o tym, czy było to smaczne, dobre i czy można polecić. W zespole śmieją się trochę ze mnie, że trudno mnie zadowolić. Ja naprawdę nie wymagam dużo poza tym, żeby jakość była adekwatna do ceny i żeby albo jedzenie było takie, które zrobi z moim podniebieniem efekt WOW, albo będzie po prostu smaczne. Opinie mogę podzielić na dwie części. Podczas pierwszej wizyty wzięłam bagietkę ziarnistą z sosem jogurtowo-ziołowym, szynką parmeńską, bekonem, papryką i rukolą. Nie zaproponowano mi zgrzania czy podgrzania, a jednocześnie kiedy chciałam zamówić bajgla, miał być dostępny dopiero w późniejszej części dnia. Kanapkę wzięłam na wynos i posmakowałam ją dopiero w biurze… Zapłaciłam 12 lub 13 zł, no i… szału nie było. Obsługa była bardzo przyjemna i starała się być pomocna, ale jednak składniki, które mieli do dyspozycji nie do końca z sobą komponowały i trudno było znaleźć coś godnego polecenia. Kanapka była poprawna… i dużo gorsza niż kanapki za 8 czy 9 zł w Zapałce. 

Postanowiłam jednak nie wyrabiać sobie opinii po jednej wizycie, więc podczas drugiej, zdecydowałam się na bajgla z remuladą, szynką parmeńską, bekonem, fetą, rukolą i parmezanem. Ten ostatni składnik podpowiedziała mi Pani z obsługi, sugerując, że skoro chcę go zapiec przyda się jakiś fajny ser. 

Bajgiel w sumie kosztował 14 zł i muszę przyznać, że był naprawdę bardzo dobry, choć mało fotogeniczny – co zresztą widać na zdjęciach. 

Dodatkowo posmakowałam również ich reklamowanego ciasta marchewkowego i było bardzo bardzo smaczne, a co najważniejsze – jego cena to zaledwie 3 zł! I to była zdecydowanie petarda. 

A czy obsługa była okej?

W obu przypadkach pracujące tam osoby były bardzo miłe, chętne do pomocy i takie bardzo przyjemne. To istotne kiedy ma się produkt do samodzielnego złożenia i niezdecydowanych klientów. Tego bardzo im współczuję, bo ja sama nie byłam zbyt pewna co do czego i z czym. Faktem jednak jest, że te rodzaje dodatków trochę nie pozwalają zrobić konkretnych kanapek, a może lepiej powiedzieć takich, których w domu sobie nie zrobię. Brakuje w tym menu czegoś takiego odjechanego, czegoś co powodowałoby, że kiedy zjem swojego bajgla, za kilka dni będę myśleć, że zjadłabym go znowu. Tutaj na pewno taka myśl do mnie nie dotrze, choć Pani składająca moją kanapkę naprawdę bardzo starała się mi pomóc. 

Brakuje jeszcze takiego podejścia do klienta, które spowoduje, że goście będą przychodzić “bo jest fajnie”. Mam nadzieję, że będzie to wypracowane z czasem. 

Czyli hot or not?

Powiedziałabym, że jest bardzo poprawnie, ale zupełnie bez szału. Nie do końca jestem przekonana czy chcę płacić za nieco twardawy czasem bekon w kanapce i kilka drobnych dodatków 14 zł. Nie było jednak bardzo źle, dlatego proponuję każdemu żeby poszedł i sam się przekonał, może faktycznie trudno mnie zadowolić i czepiam się drobiazgów. 

Kibicuję im jednak mocno, bo takich miejsc zdecydowanie brakuje, choć potrzeba czegoś co ich wyróżni i spowoduje, że od sprawdzonej kanapki w Subwayu czy w Zapałce, wybiorę na Długiej właśnie ich. 

Nasza ocena:

Smak i jakość jedzenia

Jakość obsługi:

Wygląd wnętrza

Galeria zdjęć

Komentarze

mood_bad
  • Jeszcze nie ma komentarzy.
  • chat
    Dodaj komentarz